Kameralne spotkanie, 50 osób, wszystkie stoliki już zarezerwowane. Będzie pachnąca kawa, dobre jedzenie, wino.
Chcą posłuchać o Iranie, egzotycznym, aromatycznym i pełnym przyjaznych ludzi.


Szukam słów, szukam obrazów, szukam emocji w których opowiem im też o polskich uchodźcach w Iranie. O dzieciach, które pośrodku wojny odarte z dzieciństwa właśnie tam w Iranie znalazły swoją Oazę. Na zdjęciach przepiękna książka, którą przywiozłem z Iranu. Książka pełna zdjęć i historii polskich uchodźców. Temat delikatny jak natura dziecka, jak moja 5 letnia córeczka. Myślę o tych dzieciach, małych uchodźcach i nie mogę opędzić się od porażającego mnie obrazu – to mogłaby być moja córka. W książce jest relacja, opowieść, wtedy dziecka, które na zesłaniu w Związku Radzieckim spędziło 3 miesiące w lesie żywiąc się tym co tam znajdzie. Kiedy wraz z rodzeństwem, po śmierci rodziców chcieli wyjść do ludzi, Ci obrzucili ich kamieniami i przepędzili ze strachu przed chorobami.

Kiedy modlili się do Boga żeby im dał chleba powszedniego, obiecali, że jeśli im go da to nigdy już o nic Go nie poproszą.
Jak ja mam o tym mówić? Jak poruszyć wyobraźnię? Jak?