Promienie kwietniowego słońca wprawiły już w ruch kwiatowe pyłki, które wdzierając się w nozdrza przyjemnie drażniły. Zaciągnąłem się wonią, a zmysł węchu przepisał to na komunikat dla mojej zwierzęcej natury-wiosna! światło!, ciepło!, wilgno!, życie! Odwieczny cykl, a ja ponownie w najlepszym jego punkcie.

Kilka schodków w dół, w piwniczne laboratoria instytutu odcięło mnie jednak od tego zmysłowego doświadczenia skutecznie jak wtyczka wyjęta z gniazda respiratora. Kiedy otwarły się drzwi jednego z pomieszczeń, powiało chłodem. Utrzymujemy tu niską, kilkustopniową temperaturę – powiedział profesor – żeby za bardzo „nie poszły”. Wskazał ręką na wyłaniające się z mroku kształty zakryte szczelnie foliowymi workami. Miał tu spędzić jeszcze dwa dni zanim poczuje na swojej skórze to co ja kilka minut wcześniej. Rus jest dzieckiem prof. Pawła Chmielarza i jego zespołu z Pracowni Biologii Rozmnażania i Genetyki Populacyjnej Instytutu Dendrologi Polskiej Akademii Nauk.

Kilka lat zajęło im sklonowanie najstarszego dębu w Polsce. Rus ma 800 lat, a błąd w datowaniu to max 50 lat. Sklonowany Rus pomimo, że jest 1,5 metrowym niemowlęciem o grubości kciuka zachował swoją ośmiuset letnią pamięć! Zachowuje się tak, jakby ignorował swoje niemowlęctwo. Dęby osiągają dojrzałość płciową w wieku około 80 lat. Nie dotyczy to jednak replikanta, który ledwie odrastając od ziemi zaczyna owocować.

Stary Rus stoi obok swych braci Lecha i Czecha w Parku w Rogalinie od ośmiu wieków. Choć tli się w nich jeszcze życie to nawet dla takiego laika jak ja widać, że osiągają swój kres. Czy one to wiedzą? Czy drzewa są świadome?

Podobno drzewa mają swój chemiczno-elektryczny język. Splecione neuronami korzeni potrafią być altruistyczne karmiąc swoje dzieci. Oczywiście to semi naukowe dywagacje, ale intuicja mi podpowiada, że coś w tym jest, tylko my ludzie, korona ewolucji, która ledwie komunikuje się ze sobą, nie dojrzała jeszcze do języka drzew.

Co zarejestrował by Rus gdyby jedna z dziupli w jego ciele okazała się Camerą Obscurą rejestrującą mimowolnie przesuwające się obrazy? Ilu wisielców dźwigały jego gałęzie będące ukojeniem zrozpaczonych samobójców? Ilu kochanków w jego cieniu uprawiało zakazaną miłość. Ile ptasich piskląt dla których jego korona była domem rozleciało się na wszystkie strony świata?

Gładzę pędy młodego Rusa nie dając się zwieść jego młodzieńczemu wyglądowi. Moje dłonie pocą się z ekscytacji, a ja liczę na to, że wraz z potem do komórek drzewa przedostanie się mój kod DNA. Przymykam oczy i widzę siebie w jego krwiobiegu, w jego 800 letniej pamięci genetycznej, w jego być może 800 letniej przyszłości.

Być może podobne intencje przyświecają zmarłym ludziom, którzy na miejsce pochówku wybierają sobie popularne np. w Niemczech lasy umarłych. Wydzielone przestrzenie zwykłych lasów gdzie szczątki doczesne zagrzebywane są w korzeniach drzew, a świadczy o tym mała tabliczka na drzewie.

Wyobrażam sobie małego Rusa za kilkaset lat. Jest potężny i dumnie stoi przed bramą Pałacu w Rogalinie, jego „pierwsze ciało” dawno rozpadło się w pył.

Naukowcy przyszłości rozumiejący język drzewa właśnie go czytają. Odczytują historie kochanków i samobójców, historię sztafety nieśmiertelności, historię jego pierwszego ciała i drugiego w którym trafiają na obraz człowieka ze szklanym okiem obiektywu, który stoi poruszony nad małym klonem dębu i marzy o długowieczności.