Ona, która wielokrotnie, tygodniami gościła mnie w swoim wilgotnym, tętniącym życiem wnętrzu, płonie. Kiedy oddychałem jej rytmem, karmiąc się kolorami i dźwiękami, miałem poczucie, że doświadczam raju, pierwotnego stanu łączności człowieka z otaczającym go światem przyrody. Naturą której jest częścią, a nie żadną koroną. Dzisiaj Amazonia jest piekłem. Zanim skończę pisać te słowa kolejne hektary lasu, kolejne tysiące drzew obróci się w popiół. Zanim Ty skończysz czytać, czarna dziura na zielonej mapie świata znacząco powiększy obszar królestwa głupoty łysej małpy.

Nie będę szafował cyframi, wszystkie media dookoła (na szczęście) to robią, więc ameryki nie odkryję. Obrazowo na dzień dzisiejszy wygląda to tak, że już pali się obszar większy od naszego kraju. Raczej już nikt nie ma wątpliwości, że te ogromne pożary są „dziełem” człowieka. Właściwie to jednego, prezydenta Brazylii, który swoją postawą zachęca do podpaleń, a brakiem reakcji na pożary tylko potwierdza, że ta katastrofa jest mu na rękę, bo znacznie przyspiesza jego plany deforestyzacji i industrializacji Amazonii. Tak wygląda twarda pseudo ekonomia skrajnego populisty, nastawionego na jak najszybszy zysk, bez oglądania się na konsekwencje.

A konsekwencje są i będą coraz większe i poza „płasko-ziemcami” już raczej nikt z tym nie dyskutuje. Wzrost emisji CO2, globalne ocieplenie, kryzys klimatyczny, konsekwencją którego będą masowe migracje, problem z wodą pitną, produkcją żywności itp. Itd. Można poszerzać paletę mrocznych barw, które malują nadchodzącą apokalipsę. Choć i tak część z nas będzie tańczyć przy dźwiękach orkiestry, jak na tonącym Titanicu, udając, że nic się nie dzieje. Może to i lepsze niż popadać w chroniczny lęk ekologiczny wynikający ze stanu bezradności wobec zachodzących zmian?. Serio, to już jest problem, którym zajmują się psychologowie. Ataki paniki, fobie, depresja. Ja nerwowo szukam drugiej strony tego lęku, strzału adrenaliny, która zaktywizuje mnie do działania. Z pewnością nie mam oglądu całości, może nie wszystko rozumiem lub błędnie interpretuję, ale wiem, że trzeba coś zrobić. Przynajmniej spróbować wyhamować ten samobójczy pęd naszego gatunku. Jestem to winien choćby mojej córce.

Tak wiem, liczą się działania systemowe na wielką skalę, na szczytach i w głowach możnych tego świata dla których jestem jednym z miliardów peseli. Ale co poza wywieraniem nacisku kartą do głosowania, słaniem petycji i wspieraniem organizacji pozarządowych mogę zrobić?

Biję się w pierś, drapię po sumieniu i widzę kotleta na moim talerzu. To on jest kroplą oliwy do ognia w Amazonii. Nie byłoby tych pożarów gdybyśmy nie mieli takiego ssania na mięso. To głównie pod „produkcję mięsa” wycina się i wypala Amazonię. Biję się w pierś kiedy wychodzę z hipermarketu z zakupami z których połowa to plastikowe opakowania na mydło, powidło i sałatkę. Zmiana nawyków konsumpcyjnych zawsze jest najtrudniejsza, bo dotyczy mnie, a nie wymaga od jakiś tam Brazylijczyków, żeby to oni zrezygnowali z bogacenia się. Właśnie przed momentem wyłączyli prąd! Pogoda z iście afrykańskiej w chwilę zmieniła się w nawałnicę z lasów deszczowych. Może to początek końca beztroski?

Muszę kończyć, za chwilę mam spotkanie w sprawie budżetu obywatelskiego. Składamy projekt o zadrzewienie betonowanego placu zabaw w naszym miasteczku. Mam jeszcze co nie co do powiedzenia na ten temat, ale żeby się nie powtarzać zerknij na mój wywiad u Piotra Kraśki w TVN24:
https://tiny.pl/t1x85

Oraz w „Dzień Dobry TVN”
https://tiny.pl/t173l

Tutaj reportaż z moim udzialem o zagrożonych rdzennych mieszkańcach Amazonii:
https://tiny.pl/t1m3m

I jeszcze kila słów na antenie Radia Poznań:
https://www.radiopoznan.fm/audycja/mala-czarna/mala-czarna-tomasz-siuda-26-08-2019